Zaczynamy
Juz za 4 godziny, wielki srebrzysty ptak wzbije sie w przestworza...
Eeee. Taki styl pisania nie przystoi ludziom ubranym juz w szmatki do noszenia w tropikach, ktore to i schna szybko i pijawke na nich latwo wytropic. Wiec moze jeszcze raz.
Plecorki spakowane. Stoja sobie na podlodze i czekaja zeby je zarzucic na ramie. W sumie malo tego bagazu bierzemy (45 litrow), bo zapewne trzeba go bedzie taszczyc samemu przez dzungle i krzaczory. Pozostalo zapiac na sobie paski z paszportami i rozna egzotyczna waluta (od dolarow singapurskich przez tajskie baty do tradycyjnych "zielonych") i wsiadac w taksowke na lotnisko.
Pogoda wybitnie sprzyja opuszczaniu ojczyzny na pare tygodni, bo mimo ze ladnie i zloto, to jednak jesien w drzwiach i rzadko kiedy juz powyzej 12 stopni. Na Borneo pogoda ustabilizowana, codziennie 32-35 stopni i pada dwa razy dziennie. No ale w takiej temperaturze to ak normalny prysznic.
Lecimy o 18:00 Finnair'em z Gdanska do Helsinek i potem ta sama linia do Bangkoku. Bedziemy tam jutro, 28.10 okolo14:00 i zaraz mamy przediadke na AirAsia do KualaLumpur gdzie bedziemy ok. 18:00ichniego czasu. Maly nocleg i rano lot juz na Borneo do Kuchingu.
Ramowka przewiduje na poczatek ogladanie orangutanow w kawalku dzungli pod Kuchingiem a potem przelot d Gunung Mulu aby na 5 dni pojsc z kapcia w prawdziwa dzungle, ze spaniem na matach, pod moskitierami itd. dalszy ciag pierwszych dwoch tygodni zdecyduje sie juz na miejscu. Za to trzeci tydzien jest juz zarezerwowany na nurkowanie na wyspach Mabul i Sipadan, w towarzystwie zolwi, rekinow, plaszczek i wszystkiego co tam zyje na rafie koralowej...
No zobaczymy. Juz niedlugo. Wreszcie :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz