piątek, 28 października 2011

Przylecieli do Bamgoku

Po 9 godzinach znowu na ziemi. 35 stopni i pachnie tropikiem. Pozbawiwszy sie zbednego przyodziewku idziemy po bagaze i potem do AirAsia

Lot byl Ok glownie dlatego ze mielismy obok siebie wolne siedzenie i mozna sie bylo jakos zwinac do snu. Poza tym Finnair sie nie popisal. Slabiutki system video. Beznadziejne jedzenie. A Donke o malo nie wysadzili, bo pila sobie kulturnie z kieliszeczka winko kupione na lotnisku. Przylazl lyay finski steward (jak mozna zatrudniac takich brzydkich facetow!) i kazal oddac winko :(

Ps. Wlasnie sie okazalo, ze nasze glowne plecaki zostaly w Helainkach. Dostalismy 70 eur rekompensaty a plecaki maja doleciec na Borneo jutro o 17:00. Zobaczymy

Przez to wszystko, ledwo zdazylismy na samolot do Kuala Lumpur (proszac ludzi w kolejkach i uprawiajac szalenczy bieg przez cale lotnisko). W dodatku zabralo Donce taki malutki nozyk victorinoxa, ktory do tej pory przechodzil przez wszystkie kontrole :(
Nic to. Siedzimy juz w samolocie i za 3 godz bedziemy w Malezji

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz