Ze snu wyrywają nas tylko miauczące przeraźliwie za oknem koty. Gwożdziem do trumny jest wielgachny żuk-karaluch śpiący sobie w najlepsze na łóżku Donki... Wyrazu twarzy Donki na widok tego zwierzaka, z którym dzieliła łoże nie da się kupić nawet MasterCard.
Rano drepczemy na piechotę na lotnisko. Wbijamy się na lot AirAsia do Kuala Lumpur (czyli żegnamy się definitywnie z wyspą Borneo) i właśnie pijemy kawkę korzystając z lotniskowego internetu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz