Wstalismy kolo piatej rano, zeby byc o 6:00 na lotnisku w Kota Kinabalu i zlapac lot do Miri.
Takie eskapady o switaniu maja swoje zalety i jesli pozyje odpowiednio dlugo to zapewne je poznam. Na razie zaliczylismy wpadki na lotnisku. Najpierw sie okazalo, ze zapomnialem wyjac z podrecznego plecaka moj scyzoryk i trzeba bylo sie wracac zeby nadac go glownym bagazem. Potem oswiecilo nas, ze mielismy skorzystac z bankomatu i znowu trzeba bylo prosic straznikow zeby nas wypuscili do ogolnodostepnej czesci lotniska. Trzeba jednak Malajom oddac, ze sa wyrozumiali i zarowno MASwings nie chcialy dodatkowej kasy za nadprogramowy bagaz jak i straznicy nie robili przeszkod i jeden podszedl z nami do bankomatu na wypadek gdyby te zaspane bialasy mialy problem z obsluga.
Wyladowalism w Lahad Datu i na samym lotnisku natknelismy sie na stpisko Tabin Wildlife. Mamy okazuje sie szczescie, bo o 13:00 odjezdza jakaa dodatkowa grupa i zamiast czekac do jutra rano, to zabierzemy sie z nimi i jeszcze dzis zalapiemy sie na jakies nocne spacery po dzungli
Z tej radosci idziemy na jakies owocowe sniqdanko :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz