Dzisiejszy dzień upłynął na przemieszczaniu się z Limbangu do Kota Kinabalu.
Wieczór wcześniej, po tradycyjnej kolacji w chińskiej knajpie, z żalem rozstaliśmy się z Davidem i Crystel. A z samego rana poszliśmy na przystań aby załapać się na wodolot do Labuan (malezyjskiej wyspy będącej punktem przesiadkowym na drodze do Kota Kinabalu). Nasze plecaki powędrowały na dach statku a my siedliśmy w środku.
Sama trasa na Labuan nie miała w sobie nic niezwykłego. Tradycyjnie nastawiło klimę w okolicach zera absolutnego, ale jakoś dotrwalismy. Na wyspie dowiedzieliśmy się, że biletów na prom do Kota Kinabalu (KK) niet więc pozostało nam zakupić miejscówy w speedbocie do miejscowości Menumbok i stamtąd przedzierać się lądem do KK. Powodem tego cudownego zbiegu okoliczności jest fakt, że "Malezjanie" :) zaczęli właśnie długi weekend...
Speedboad do Menumbok okazał się raptem 10metrową plastikową motorówką obsługiwaną przez dwóch nastolatków lawirujących na pełnej szybkości między statkami wchodzącymi do portu. Na szczęście trasa trwała tylko 20minut i zieleniejąca obok mnie Malajka nie zdążyła pokazać czy i co jadła na śniadanie...
Przystanek autobusowy w Menumbok był zmonopolizowany przez wielkiego Malaja w kowbojskim kapeluszu, który dyrygował załadunkiem do podjeżdżających busików. Od razu na wstępie uszczęśliwił nas informacją, że miejsc w busach do KK nie ma (do tego swoje dołożyli jacyś Angole twierdzący, że oni tu sterczą już ponad 2 godziny).
Na szczęście jednym rzutem oka na mapę a drugim na napisy na busikach, odkryliśmy, że stoi kilka względnie pustych jadących do Buefort, które to jest w 1/3 drogi do KK. Wtarabaniliśmy się do takowego z nadzieją, że w owym Buefort znajdzie się busik do KK. Takoż się stało.
Pokimując sobie w obydwu autobusach (bez klimy! :), dotarliśmy do Kota Kinabalu, gdzie w końcu wylądowaliśmy w hoteliku Rainforest Lodge. Pod samym oknem mamy knajpę z muzyką na żywo więc powinniśmy mieć rozśpiewane sny.
Zaliczyliśmy masaż nóżek. Krótkie zakupy i zaraz zmywamy się spać.
Przed nami dwa dni w KK do wykorzystania na krótkie wypady pod miasto (na Mt. Kinabalu nie włazimy, bo podobno straszne tłoki a tego nie lubimy) oraz na zorganizowanie treków dżunglowych w Sabah (może da się zobaczyć słonia w dżungli?)...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz