Już jako "zaawansowani" znowu sobie śpimy do 7:30. Zresztą, po wczorajszej imprezce widać, że nie my jedyni nie zwlekliśmy się z łóżek. Sala na śniadaniu świeci pustkami. W dodatku tuż nad ranem była spora ulewa i jeszcze teraz niebo jest raczej zachmurzone i szarawe...
Lekko poziewując drepczemy na przystań, gdzie czeka na nas łódka i nasz divemaster Chris. Chris przyjechał tutaj na tydzień w marcu, po czym zrobił swój certyfikat Advance'a a potem Divemastera i tak siedzi i pracuje tutaj już ósmy miesiąc.
Donka spaliła sobie wczoraj plecy i dzisiaj raczej unika słońca. Płyniemy na drugą stronę wyspy Mabul do miejsca zwanego Sting Ray City. Jednak, jak poucza Chris, nazwy miejsc nurkowych rzadko odzwierciedlają co tak naprawdę można w nich zobaczyć.
Początek nurka jest dość trudny. Płyniemy a raczej unosimy się w prądzie wzdłuż rafy. Sęk w tym, że jakoś mnie ten prąd unosi szybciej niż naszego przewodnika i co i rusz na niego wpadam albo muszę robić jakieś akrobacje. Trzeba koniecznie nauczyć się podwodnego pływania w tył.
Za to dalsza część nurka jest po prostu bajkowa. Wznosimy się na ok. 12m i tam widać po prostu koralowy ogród rodem z Szukając Nemo Ukwiały kołyszące się zgodnie z prądem, ławice małych kolorowych rybek, żółwie odpoczywające na półkach między koralami - coś pięknego. Szkoda, ze dziś nie mamy aparatu.
Wynurzamy się, jedziemy na herbatkę i prawie od razu znowu do łódki. Tym razem kurs na Ogród Węgorzy. Piaszczyste dno obok rafy (na głębokości ok 20m), gdzie co parę metrów z piasku wystaje głowa morskiego węgorza. Znowu najlepsze jednak czeka na 12metrach. Piękny koralowy ogród z największymi jak do tej pory murenami szczerzącymi zęby z różnych dziur.
Po nurku idziemy na lunch i robimy sobie przerwę na książkę i odpoczynek. Mnie ten odpoczynek wychodzi doś średnio, bo... urywa się pode mną hamak :) No nie wiem jak się to stało, ale fakt faktem, że jeszcze przed chwilą leżałem wygodnie jakieś 30cm nad podłogą werandy a teraz z tąże podłogą mam kontakt jak najbardziej bezpośredni :) Zgadnąć łatwo kto się śmieje najbardziej... :)
Ostatni nurek jest pod platformą wiertniczą, która jest naprzeciwko naszej przystani. Nurkujemy ze starszym małżeństwem z Holandii. Facet ma wypasioną obudowę na Canona D7 (czyli takiego jak mój). Ma wszystko: możliwość zoom'u, zmiany wszelkich ustawień, lampę zewnętrzną itd. Niezły sprzęcior.
Pod platformą nurkujemy wśród zatopionych tutaj łodzi, jakichś stalowych konstrukcji itd. Atrakcja to przede wszystkim duże ryby. Jedna jest szczegółna, grupuje się wokół niej kilku nurków. Jest to wielki jak Dominika grupper. Naprawdę spore wrażenie zobaczyć takiego wielgusa tuż obok siebie. Ryba nas ignoruje i pływa sobie wokół jednej z podpór platformy.
Potem wpływamy w ławicę barracud. Tym razem niewielkich, tak na 40cm. Ładnie wyglądają.
Wynurzamy się i wracamy do ośrodka na obiad. Na dzisiaj koniec.
Rozmawiamy ze spotkanymi Polakami. Magda i (chyba) Dariusz są z Warszawy i właśnie szukają możliwości nurkowania na Sipadanie. Okazuje się, że Scuba Junkie wszystko ma wyprzedane i udaje im się dopiero dzięki pożyczeniu modemu znaleźć w necie firmę z Semporny, z którą będą mogli popłynąć na Sipadan za 3 dni. Fajnie, że im się udało - podobno Sipadan to prawdziwe cudo. Stada barracud, rekinów, ławice różnych - raczej większych - ryb. Wybrzeże spadające tak stromo w morze, że po jednej stronie łódki ma się 2m głębokości a przy drugiej burcie jest już 2km do dna.
Zobaczymy, Sipadan jutro. Trzeba wstać o 5:30... :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz