Dzisiaj wypas - śpimy do 7:30. Zjadamy jakieś conieco i czekamy na łódkę ze Svenem. O 9:00 wypływamy na nurkowanie głębokie - 30m.
Sven prosił nas żebyśmy zabrali ze sobą surowe jajko do zrobienia eksperymentu 30m pod wodą, ale niestety zapominamy i z doświadczenia nici. Samo nurkowanie przechodzi bez żadnych większych emocji. Wskakujemy do wody 15m nad rafą. Chwilę płyniemy nad nią, przepływamy nad krawędzią i zaczynamy płynąć w dół. W sumie te 30m pojawia się na głębościokomierzu bardzo szybko. Nie ma w sumie nic spektakularnego dookoła - trochę mniej korali i małych rybek. Kręcą się jakieś większe rybole, w oddali przepływa barracuda i tyle... Robimy ćwiczenie polegające na tym, że na tabliczce należy wskazać kolejne cyfry i po wskazaniu każdej z nich dotknąć swojego nosa. Mieliśmy to samo ćwiczenie powtórzyć na powierzchni żeby zobaczyć o ile wolniejsi byliśmy na dnie, ale... Sven zapomniał i z porównania nic nie wyszło.
Dalszy ciąg nurkowania był już standardowy. Płynęłiśmy równo z rafą na 25 metrach zaglądając w różne szczeliny w poszukiwaniu muren, dziwacznych rybek itd. Godzina pod wodą minęła raz dwa.
Wracamy na lunch a po nim dostajemy od Svena dwa aparaty w wodoszczelnych obudowach. Krótkie przeszkolenie z obsługi i znowu wędrujemy na łódkę.
Tym razem jedziemy zaledwie kilkasetmetrów w bokod naszej przystani. Na głębokości 15-20m zatopiono tutaj drewniane konstrukcje, tworząc sztuczną rafę. Za kilka-, kilkanaście lat porosną to wszystko korale i powstanie kolejne ciekawe miejsce do nurkowania.
Początek nie jest dla mnie najprzyjemniejszy. Płyniemy nad piaszczystym dnem, w lekkim prądzie i w wodzie jest dużo przeróżnych drobinek - co nie ułatwia fotografowania. Drewniane konstrukcje też mają się nijak do piękna naturalnej rafy. To za to co żyje wokoło jest bardzo ciekawe.
Już na początku, w błękicie wody widzimy wielgachną barracudę. Między belkami podwodnych rusztowań widać całkiem spore rybcie. Do niektórych udaje się zbliżyć na tyle, żeby zrobić interesujące zdjęcie. Piaszczyste dno ma też swoją zaletę, bo można się na nim wygodnie ułożyć w pobliżu jakiegoś żyjątka i spokojnie cykać zdjęcia.
Na samym końcu wpływamy w ławicę srebrzystych rybek (jacks), które przepływają między nami we wszystkich kierunkach.
Uff, męczy to nurkowanie. Po małym jedzonku padamy na łóżko i chrapiemy przez dobrą godzinę.
Spotykamy się ze Svenem i rozwiązujemy ostatnie zadania teoretyczne z podręcznika. Tym samym zostajemy Advance Open Water Divers! Jupii!
Aby to uczcić decydujemy się na parę drinków.Okazja nadarza się zresztą znakomita, bo do osrodka zawitał jakiś zespół i zapodają na żywo całkiem znośną muzykę. Siedzimy sobie więc i czytamy książki (ja się zabrałem za Opisanie świata Marco Polo - bardzo wciągające) i pogadujemy z siedzacymi po sąsiedzku Holenderkami (wybierają się na Jawę - tam gdzie byliśmy 2 lata temu). O 23:00 - czyli super późno - padamy na nosy i wracamy do domku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz