Rekiny, ławice ryb, żółwie na wyciągnięcie ręki, jaskinia... Ech... Nurkowanie na Sipadanie jest nieporównywalne z niczym.
Trzeba wstać o 5:30 żeby wciągnąć jakiegoś tosta i kawkę i być o 6:00 na przystani. Tak wczesny wyjazd umożliwia zrobienie 4 nurków na Sipadanie
Sipadan jest rezerwatem morskim. Obecnie niezmieszkanym (po akcie piractwa, kiedy to Filipińczycy porwali 12 turystów ze znajdujących się tam wówczas hoteli). Po przyjeździe trzeba się zarejestrować na wyspie na posterunku i można nurkować. Otaczające wyspę wody są spektakularne. W odległości 20m od brzegu kończy się 3-4metrowa płycizna i jest pionowy (nie "stromy", ale właśnie pionowy!) spadek na głębokość 2km. Niezłe wrażenie nawet z powierzchni.
Pierwszego nurka robimy w miejscu nazwanym South Point. Schodzimy wzdłuż pionowej ściany i prawie od razu widzimy pod nami REKINA MŁOTA. Nasz przewodnik rzuca się w pogoń za nim, a my chwilę wisimy zdezorientowani i zaczynamy gonić za nim. Bardziej w sumie żeby nie zosatać samym w toni niż żeby tego rekina dogonić, bo wiadomo że się nie da (nasz przewodnik jest lokalesem i nie jest za bardzo odpowiedzialny, ciągle pływa góra dół... Nie czujemy się z nim super pewnie). W tym pościgu lądujemy na 32 metrach i się zatrzymujemy, natomiast nasz koleś popłynął jeszcze niżej. Wrażenie z przebywania niedaleko 5metrowego rekina młota jest mocne.
Podpływamy parę metrów do góry żeby nie zużywać za dużo powietrza i po chwili widzimy w głębinach pod nami przepływającą płaszczkę eagle ray. Jest piękna i wielka. Szybuje w wodzie poruszając swoimi "skrzydłami". Po chwili znika nam z oczu.
Podchodzimy trochę wyżej wzdłuż ściany i wraz z narastającą jasnością, wita nas rozbuchana życiem i kolorami rafa. Jeśli wcześniej na mabulu porównywałem szybowanie nad koralami do pływania w akwarium, to dopiero tutaj widać co to znaczy bogate życie na rafie koralowej. Praktycznie płyniesz wśród ryb. Są wszędzie. Duże, małe, kolorowe, szare, o "normalnych" kształtach oraz różne dziwactwa podobne bardziej do korala czy skały. Żółwie podpływają na odległość 20cm, można im robić portrety w trybie macro niemal przykładając aparat do oka.
Po każdym nurkowaniu mamy postój na wyspie, jakąś kawkę, ciastka a o 14:00 prawidzwy lunch z markaronem, kurczakiem, warzywami. Trzeba przyznać, że Scuba Junkie uczciwie zapracowuje na swoją opinię świetnie zarządzanej i super zorganizowanej firmy. Z czystym sercem polecamy.
Drugie nurkowanie mamy w miejscu nazywanym Mid Reef. Tu mamy w sumie powtórkę z rafy w czasie pierwszego nurkowania. Piękna jak tylko rafa piękna być może.
Po lunchu mamy nurkowanie w najsłynniejszym punkcie Sipadanu - Barracuda Point. Bedzie trudno pobić kiedyś piękno tego nurka. Dosłownie zaraz po wskoczeniu do wody, na głębokości 3m wpadamy w potężną ławicę jack fish. Tysiące ryb pływające w koło o promieniu jakichś 10m. Można przez nie przepływać - rozstępują się dopiero parę centymetrów przed maską łypiąc ze zdziwieniem na intruza swoim rybim okiem. Przez tę ławicę przedziera się też grupper wielkości sporego prosiaka oraz niewielki rekin. SUPER
Następnie schodzimy niżej szukać rekinów i mant. Znajdujemy oczywiście trochę rekinów, którym robimy portrety z odległości kilku metrów. Ściagamy się z żółwiami i zaglądamy w różne zakątki korali.
Naprawdę, najpiękniejszej miejsce w jakim do tej pory nurkowaliśmy. Nie na darmo zajmuje w różnych rankingach miejsce w pierwszej piątce najlepszych site'ów nurkowych.
Zjadamy sobie jakiś podwieczorek. Trochę spacerujemy po wyspie. Spotykamy też Polaków, którym robim zdjęcia na tle morza.
Wypływamy na ostatniego nurka zaledwie jakieś 20m od przystani. Kończy się tu płycizna i znowu mamy pionowy spadek. Miejsce nazywa się turtle cave, bo na 20m jest olbrzymie wejście do jaskini. Wrażenie jest niesamowite. Wpływamy trochę do jaskini, robi się zupełnie ciemno, tylko czasem mignie jakaś płetwa w okolicy. Po chwili zawracamy i widok zapiera dech w piersiach. U wylotu jaskini widać jeden wielki błękit, na tle którego rysują się kształy przepływającej ławicy ryby. Pięknie się wypływa w jasność i życie na rafie.
Płyniemy wzdłuż ściany, gdy nagle Chris wypatruje wielką barakduę odpoczywającą przy półce skalnej. Zwierzak jest ogromny. Zniżam się do niego z respektem, bo szczerzy trochę zębiska. Robię fotkę na pamiątkę spotkania.
Potem już płyniemy nad rafą i następnie zostajemy osamotnieni :) Chcemy zrobić Donce zdjęcie jak leży na rafie kilka metrów od rekina, ale zanim się do niego zabieramy, okazuje się że nikogo w zasięgu wzroku nie ma (a widoczność sięga 20m). No nie jesteśmy tak doświadczeni, żeby się kusić o samotne pływanie więc ruszamy w pogoń za naszym przewodnikiem. Doganiamy ich po kilkunastu sekundach i... trochę żałujemy straconego ujęcia. Zwłaszcza, że Donce zaczyna coś dokuczać ucho więc zostaje nieco wyżej niż poziom rafy.
W ogóle w końcówce nasz przewodnik zaczyna trochę odwalać. Pływa raz w górę, raz w dół. Pewnie w dobrej wierze, bo szuka dla nas jakichś okazów w toni, ale jednak męczące to dość, zwłaszcza, że zaprowadził nas w silny prąd i wiosłujemy ile sił w płetwach żeby się w ogóle przemieścić.
Na marginesie: zauważamy wyraźny postęp jeśli chodzi o nasze umiejętności podwodne. Dużo łatwiej utrzymujemy pływalność, sprawnie zmieniamy głębokość regulując tylko głębokość i szybkość oddechów. Widać też to po obciążeniu jakie nosimy: zaczynałem od 7,5 kg a teraz pływam sobie z 4kg i zastanawiam się czy jeszcze jeden mniej by nie zaszkodził.
Dobrze też, że pożyczyliśmy aparat w obudowie do robienia zdjęć i kręcenie video pod wodą. Wahaliśmy się dość długo, czy Sipadan sam w sobie nie jest zbyt trudny dla świeżoupieczonych AOWD żeby jeszcze sobie zaprzątać głowę robieniem zdjęć. Nie chcieliśmy też przeoczyć czegoś robiąc zdjęcia. Koniec końców pożyczyliśmy jednak za 100RM zwykłego Canona-małpkę w obudowie. Zadziwiające jakie fajne fotki można zrobić takim aparatem. No a już nagrania z pływania w środku ławicy ryb nas powalają i będą super pamiątka. Każdemu polecamy.
Teraz już jesteśmy w barze. Zalogowaliśmy nasze nurki i zaraz pożyczymy za 10RM modem i spróbujemy po tym słabiutkim łączu chociaż zaległe blogi załadować do netu. Zobaczymy, czy da się też wrzucić fotki...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz