sobota, 12 listopada 2011

Mabul


Od rana wpadliśmy w nurkowe towarzystwo.Wiadomo, dość specyficzny światek. Śmieszni i spoko goście. Już dawno nie widzieliśmy tylu białasów. Właściwie całe zarządzania, oragnizacja nurkowań itd, to białasi.
Nurkujemy w Scuba Junkie. Oryginalny plan był ataki żeby zrobić sobie kurs zaawansowanego nurka, dwa dni ponurkować na rafie koralowej i jeden dzień ponurkować na Sipadanie - rezerwacie morskim, z ogromną ilością życia podwodnego w tym rekiny, anty no i przede wszystkim żółwie. Gdy się rejestrowaliśmy, Paul przytomnie stwierdził, że skoro nie nurkowaliśmy od roku, to zanim zaczniemy kurs wypadałoby sobie odświeżyć umiejętności podwodne. Kupiliśmy tę argumentację i dołożyliśmy jedno nurkowanie już dzisiaj.
Zapakowało nas na łódkę z całą grupą ludzi, z których część zostanie w ośrodku na wyspie a część po nurkowaniach wróci na ląd. Dwa silniki po 150KM każy przez godzinę przepchnęły nas przez przybrzeżne wody na wysepkę Mabul.
Już na przystani okazały się dwie rzeczy. Po pierwsze, że woda jest obłędna: ma temp. 28st na głębokości 10m i widzialność ponad 10m.Po drugie, że przy samej przystani jest dość przyzwoita rafa koralowa, z mnóstwem rybek i... żółwi. No to jak tak jest przy przystani, to jak wygląda "prawdziwa rafa" trochę bardziej w morzu.
Po chwili też się okazało, że nasze pierwsze nurkowanie nastąpi za jakieś 15min. Dobraliśmy sobie sprzęt i wpadliśmy pod komendę Jasona. Facet jest zabawnym Brytolem i szybko przeprowadził nas przez zadania, które za chwilę trzeba będzie zrobić pod wodą żeby wrócić do formy sprzed roku (standardowe: gubienie ustnika,maski i zakładanie ich pod wodą, swobodne unoszenie się, symulowany brak powietrza i takie tam).
Po ćwiczeniach popłynęliśmy na głębszą wodę - jakieś 18m. Praktycznie cały czas nad piaszczystym dnem. Widzieliśmy tutejszą odmianę flądry, której z piasku wystawały tylko oczy i dopiero nasze zbliżenie spwodowoało, że ten piasek zaczął płynąć.
Największą atrakcją były jednak żółwie morskie (zielone). Jeden leżał sobie na dnie i w ogóle nie reagował na nurków. Drugi był tuż obok, wciśnięty pod krzaki koralowca. Trzeci przepływał obok nas jakąś chwilę później. Wszystkie wielkości jakiegoś 1,5m licząz z ogonem i wystawioną głową.
Poza tym widać było całe mnóstwo ryb - od nemo-podobnych maleństw do dużych dyskowatych ryb wielkości głowy dorosłego człowieka.
No jak na pierwsze nurkowanie i to z brzegu, to niezły wypas.
Potem wbilismy się do naszego domku w ośrodku scuba junkie. Rozsiedliśmy się w hamaku i na fotelikach i próbowaliśmy zaadaptować do tych nowych warunków. Jakieś 30stopni, wiatrak pod sufitem robi delikatną bryzę, wokoło tropikalna roślinność i nawet jakieś metrowe jaszczurki sobie chodzą a w ręku książka i woda na stoliku...
Zrobiliśmy spacer po najbliższej okolicy. Największy kontrast jest między warunkami w 5-gwiazkowym (sąsiednim) ośrodku i wioską a raczej zgromadzeniem walących się chatek tubylczych na brzegu. Chatek, w praktyce są to rudery ustawione na kilku palach, z udającymi dach czy ściany zlepkami różnych materiałów: od kartonów przez deski do liści palmy. W każdej takiej chatce, na ok 8m.kw gnieździ się wielooosobowa rodzina. Dość przerażająco to wygląda.
Po sąsiedzku kupiliśmy znaczki pocztowe - zobaczymy czy kartki stąd nadane, gdziekolwiek dojdą. A kartki są ładne - właściwie rto ryzunki zrobione przez dzieci z tutejszewj szkoły (dochód z zakupu kartek wzbogaca budżet szkoły).
Wieczorkiem, po kolacji siedzieliśmy zatopieni w podręcznikach do różnych form nurkowania starając się wybrać coś na czas trwania kursu (Advanced Diver to tak naprawdę zrobienie 5 nurkowań wybranych spośród kilkunastu oferowanych, np.: nurkowanie głębokie, nawigacja podwodna, fotografia podwodna, identyfikacja ryb, nurkowanie nocne, poszukiwania podwodne, doskonała pływalność itp.). Głębokie i nawigacja są obowiązkowe a co do reszty, to prawie na pewno zdecydujemy się na kontrolę pływalności (żeby móc sobie spokojnie wisieć w toni i obserwować otoczenie) może fotografię i nocne albo identyfikację ryb. Zobaczymy, jutro zaczynamy kurs a naszym instruktorem będzie (wg wpisu na tablicy) Sven z Niemiec i oprócz naszej dwójki kursantem/ką(?) będzie jeszcze Nico.
Tradycyjnie o 21:00 padamy na twarz i lulu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz